W 1987 r. w  Niemczech Zachodnich złożył wizytę szef komunistycznego NRD Erich Honecker. Był przyjmowany z największymi honorami państwowymi przez ówczesnego kanclerza RFN Helmuta Kohla. Przypominanie tego wydarzenia po 20 latach może dziwić, w końcu wizyta jak każda inna. Otóż nie. Nie była to zwykła wizyta. Po pierwsze, RFN w sensie prawnym nie uznawała NRD za państwo. Po drugie, Honecker zawsze wierzył, że NRD zwycięży w walce ideologicznej z RFN i stanie się jedynym „państwem niemieckim”. Kto miał rację, okazało się już 2 lata później, przy okazji zburzenia muru. Doskonale pamiętam, że w czasie wizyty Honeckera w Bonn pojawiały się komentarze, iż tak zwana „kwestia niemiecka” będzie otwarta tak długo, jak długo zamknięta będzie Brama Brandenburska. Otwarcie Bramy zamknęło kwestię niemiecką.

Pamiętam jak kiedyś zdarzało mi się często latać do Londynu to najchętniej wybierałem wtorek - jako dzień wylotu. Było takie połączenie, o 6.35 rano z Warszawy. I planowy przylot do Londynu gwarantował niezapomniany widok. Zawsze kołował i startował Concord. To był chyba lot do Nowego Jorku. Chyba, bo nigdy tego nie sprawdziłem. Ale przyznam szczerze wyglądało pięknie.

Mam w domu taką mapę „Warszawa moich marzeń”, którą Hanna Gronkiewicz-Waltz wysyłała wszystkim warszawiakom, gdy kandydowała na urząd prezydenta miasta. Patrzę na nią i wyraźnie widzę, że w miejscu Stadionu Dziesięciolecia pani kandydat postawiła czerwone kółko i napisała „Stadion Narodowy i tereny wystawiennicze”. W miejscu Wyścigów Konnych na Służewcu nie planowała żadnych zmian. Ciekawe, dlaczego już po roku jej marzenia się zmieniły?

Prowokacje są ostatnio w modzie, więc i ja postanowiłem sprowokować. Londyński zespół i napastnik z Wybrzeża Kości Słoniowej są tylko narzędziem, które samo wpadło w ręce. Wydaje mi się bowiem, że zarówno Ci, którzy uważają, że na sporcie i futbolu się znają, jak i Ci którzy znają się mniej, są zdania, że zawodowy piłkarz myśli tylko o tym, jak przechwycić wielką kasę i jak ją najszybciej wydać.

Sonia zjadła już dywanik na korytarzu (dywany pochowaliśmy), podziurawiła nam swetry i bluzki (skacząc na nas, zawiesza się ostrymi ząbkami na ubraniu) i pogryzła nasze ręce (wiem, że „do wesela się zagoi”, ale wesele już przecież było). Krótko mówiąc, Sonia (patrz wcześniejszy tekst: „Sonia”) czuje się już u nas pewnie i rozrabia, a potem uśmiecha się bezczelnie swoim uśmiechem „szczerbulca”. Szczerbulca dlatego, że właśnie zaczęły jej wypadać „mleczaki”.

Część Polski narzeka, że PiS niechętnie i od niechcenia pogratulował Platformie zwycięstwa w wyborach, a prezydent wszystkich Polaków (złośliwi dodają, tych głosujących na PiS) pogratulować nie chce wcale. Druga część się oburza: po co gratulacje? Nigdy!
Mylą się i jedni, i drudzy. PiS pogratulował i to tak, jak nikt tego dotąd nie zrobił.

Wczoraj zaraz po pracy musiałem podjechać do supermarketu. Jakby ktoś nie wiedział to moje ulubione zajęcie (oczywiście żart!!!!).

Pisząc artykuł do dzisiejszej „Polski” o układzie językowym IV RP zauważyłem, że komputer podkreśla jako błędne słowo „wykształciuch” (albo zmienia je na „wykształci uch”). W zasadzie to nic dziwnego – mój domowy komputer ma jakieś trzy czy cztery lata, więc pochodzi z III RP i niektórych językowych nowotworów nie zna.

"Za chwilę orędzie Premiera. Zacznie się od słów - dzisiaj ukonstytuowała się Rada Ocalenia IV RP. W wyniku zmanipulowania wyników wyborów przez system przygotowany przez Prokom, doszło do zagrożenia prawa i sprawiedliwości. CBA przeliczy głosy raz jeszcze. Rada Ocalenia IV RP przejęła władzę."

Pojutrze wybory i zdecydują Państwo, kogo będę gościł w Magazynie w kolejnym politycznym sezonie…